Co dalej z łaciną w Kościele?
Wywiad z ks. drem hab. Jarosławem Nowaszczukiem, neolatynistą, pracownikiem Katedry Teologii Patrystycznej Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Szczecińskiego. Rozmawia Emil Michorzewski EM: W sytuacji, kiedy łacina traci na znaczeniu w edukacji i jako przedmiot nauczania w szkołach i na uniwersytetach powoli przestaje istnieć, nasuwa się pytanie o depozyt kulturowy Kościoła i całego Starego Kontynentu. W jaki sposób łacina znalazła się na usługach Kościoła Katolickiego począwszy od czasów najdawniejszych? JN: Jeśli wczytać się w Biblię i antyczną historię, postawione pytanie można wypowiedzieć wręcz głosem pełnym zaskoczenia: Jak to się stało, że łacina została językiem Kościoła Zachodniego?Jest to bez wątpienia paradoks. Wystarczy uświadomić sobie, że Rzymianie, dla których była ona językiem ojczystym, podbili Ziemię Świętą, byli tam znienawidzeni jako okupanci i to oni ostatecznie wykonali wyrok śmierci na Jezusie Chrystusie w taki sposób, jak mieli w zwyczaju w ojczyźnie, karząc niewolników i wichrzycieli. Co więcej, ich miasto, stolica ówczesnego świata, było miejscem, do którego zabierali bożków podbitych narodów, przez co uczynili z niego ośrodek wielobóstwa w wymiarze nigdy niespotykanym w obrębie – jak mówili – orbis terrarum, czyli okręgu ziemi. I to właśnie Rzym miał stać się centrum przepowiadania o jednym i prawdziwym Bogu? A jednak język potomków Eneasza stał się ostatecznie mową chrześcijan. Kiedy święty Piotr i święty Paweł przybyli do Rzymu, najprawdopodobniej nie znali jeszcze łaciny, albo nie znali jej dobrze. Tak naprawdę, nie potrzebowali koniecznie tego języka, by przepowiadać dobrą nowinę. Taką rolę, jaką...
Czytaj więcej