Autor: Stowarzyszenie Pro Musica Sacra

Co dalej z łaciną w Kościele?

Wywiad z ks. drem hab. Jarosławem Nowaszczukiem, neolatynistą, pracownikiem Katedry Teologii Patrystycznej Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Szczecińskiego. Rozmawia Emil Michorzewski EM: W sytuacji, kiedy łacina traci na znaczeniu w edukacji i jako przedmiot nauczania w szkołach i na uniwersytetach powoli przestaje istnieć, nasuwa się pytanie o depozyt kulturowy Kościoła i całego Starego Kontynentu. W jaki sposób łacina znalazła się na usługach Kościoła Katolickiego począwszy od czasów najdawniejszych? JN: Jeśli wczytać się w Biblię i antyczną historię, postawione pytanie można wypowiedzieć wręcz głosem pełnym zaskoczenia: Jak to się stało, że łacina została językiem Kościoła Zachodniego?Jest to bez wątpienia paradoks. Wystarczy uświadomić sobie, że Rzymianie, dla których była ona językiem ojczystym, podbili Ziemię Świętą, byli tam znienawidzeni jako okupanci i to oni ostatecznie wykonali wyrok śmierci na Jezusie Chrystusie w taki sposób, jak mieli w zwyczaju w ojczyźnie, karząc niewolników i wichrzycieli. Co więcej, ich miasto, stolica ówczesnego świata, było miejscem, do którego zabierali bożków podbitych narodów, przez co uczynili z niego ośrodek wielobóstwa w wymiarze nigdy niespotykanym w obrębie – jak mówili – orbis terrarum, czyli okręgu ziemi. I to właśnie Rzym miał stać się centrum przepowiadania o jednym i prawdziwym Bogu? A jednak język potomków Eneasza stał się ostatecznie mową chrześcijan. Kiedy święty Piotr i święty Paweł przybyli do Rzymu, najprawdopodobniej nie znali jeszcze łaciny, albo nie znali jej dobrze. Tak naprawdę, nie potrzebowali koniecznie tego języka, by przepowiadać dobrą nowinę. Taką rolę, jaką...

Czytaj więcej

O muzyce liturgicznej w archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej

O muzyce liturgicznej w archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej z Łukaszem Popiałkiewiczem ze Stowarzyszenia „Pro Musica Sacra” w Szczecinie rozmawia Agnieszka Strzałkowska. AS: Jest Pan organistą parafii św. Kazimierza w Szczecinie od kilkunastu lat. Skąd to zamiłowanie właśnie do muzyki liturgicznej? ŁP: Moje zainteresowanie muzyką liturgiczną zaczęło się na początku szkoły podstawowej, kiedy śpiewałem psalmy responsoryjne. Jako ministrant często uczestniczyłem we Mszy św., a ponieważ jednocześnie w szkole uczyłem się grać na pianinie, więc naturalne dla mnie było także zainteresowanie się posługą organisty. Pierwszy kontakt z instrumentem zawdzięczam ówczesnemu organiście parafii św. Kazimierza, panu Tadeuszowi Kmicie. Poza tym, pewnie to zainteresowanie muzyką kościelną wiąże się u mnie także z tradycją rodzinną; wujek Leszek był organistą w Kiekrzu (koło Poznania), dziadek Antoni był dyrygentem chóru w Szczecinie, a i w latach wcześniejszych brat mojej babci był organistą koło Rzeszowa. AS: Podczas Mszy św. słychać w głośnikach dwa dominujące głosy: kapłana i organisty. Patrząc czysto statystycznie ile czasu we Mszy św. należy do kapłana, a ile do organisty? ŁP: Do celebransa, czyli przewodniczącego wspólnoty liturgicznej, należą modlitwy dnia, prefacja z modlitwą eucharystyczną, embolizm po Modlitwie Pańskiej, modlitwa o pokój oraz wszystkie wezwania kierowane do ludu (aklamacje, dialogi). Oczywiście nikt nie może zastąpić celebransa w wykonywaniu tych modlitw. Organista natomiast najczęściej pełni funkcję kantora, prowadząc śpiew wiernych. Czyni to zarówno przy pomocy akompaniamentu organowego, jak i śpiewając do mikrofonu, często nawet wówczas, gdy śpiewają wszyscy, aby wspomóc zgromadzoną wspólnotę...

Czytaj więcej

Wstydzimy się śpiewać…

Rozmowę z prof. Mariuszem Kończalem, kierownikiem Pracowni Muzyki Kościelnej przy Katedrze Dyrygentury Chóralnej Akademii Muzycznej im. Feliksa Nowowiejskiego w Bydgoszczy, przeprowadził na łamach Przewodnika Katolickiego (46/2012) Marcin Jarzembowski. MJ: Jak Pan ocenia dzisiejszy poziom muzyki w liturgii? MK: Niestety – dosyć nisko. Składa się na to przede wszystkim brak wykształcenia – zarówno organistów, jak i osób związanych z animacją różnych zespołów w kościele – scholi czy chórów. Ważną przyczyną jest również brak wiedzy z zakresu liturgii, historii muzyki kościelnej i sposobów realizacji poszczególnych form muzycznych. Stan przygotowania naszych organistów pozostawia wiele do życzenia. Niewątpliwie, jest to bardzo złożony problem. Z pewnością byłoby lepiej, gdyby każdy zdał sobie z tego sprawę – świadomie dochodził do wiedzy, odpowiedniej literatury, a także uczestniczył w różnych formach doskonalenia umiejętności zawodowych poprzez studiowanie na specjalności muzyka kościelna w Akademiach Muzycznych. Tylko wtedy parafie zaczną być coraz bardziej postrzegane jako wspólnota, w której życie muzyczne dojrzewa, kwitnie i wydaje owoce. MJ: Jakie nazwiska przyczyniły się do rozwoju muzyki liturgicznej? MK: Z pewnością od pradziejów muzyki sakralnej jest to Giovanni Pierluigi de Palestrina – włoskie wydanie jego dzieł objęło 72 tomy! Spuścizna muzyczna tego utalentowanego śpiewaka, organisty i kompozytora obejmuje różne formy muzyki sakralnej: msze, motety, hymny, psalmy czy litanie. Okres renesansu reprezentuje Orlando di Lasso – autor ok. 2 tys. kompozycji. Następnie pojawia się cały szereg nazwisk barokowych kompozytorów – m.in. Monteverdi czy Bach oraz twórców klasycystycznych – Haydn,...

Czytaj więcej

Śpiewający Kościół

Fragment z książki kard. Josepha Ratzingera „Duch liturgii” (Poznań 2002) Problematykę, którą Kościół powinien się zająć w dziedzinie liturgicznej, określają trzy tendencje rozwojowe naszych czasów. Przede wszystkim mam do czynienia z kulturową uniwersalizacją, której Kościół musi sprostać, jeśli chce przekroczyć granice ducha europejskiego; chodzi tu o pytanie, jak powinna wyglądać inkulturacja w obszarze musica sacra, aby z jednej strony zachować tożsamość chrześcijaństwa, z drugiej zaś, by uniwersalność chrześcijaństwa nadal mogła się rozwijać. W samej muzyce obserwujemy jeszcze dwie inne tendencje, które zrodziły się na Zachodzie, jakkolwiek w powstającej kulturze światowej już od dawna dotyczą całej ludzkości. Tak zwana nowoczesna muzyka poważna („klasyczna”) z drobnymi wyjątkami zamknęła się w elitarnym getcie, którego bramy przekraczają tylko specjaliści, a i oni być może robią to z mieszanymi uczuciami. Z kolei muzyka popularna usamodzielniła się i poszła zupełnie inną drogą. Chodzi tu przede wszystkim o muzykę pop, która oczywiście przestała być twórczością ludu w dawnym znaczeniu tego słowa, lecz podporządkowana została fenomenowi masy, jest produkowana na skalę przemysłową i określić ją trzeba mianem kultu banału. Rock z kolei jest wyrazem elementarnych namiętności, przybierających na festiwalach charakter kultyczny; jest on antykultem wobec kultu chrześcijańskiego. Człowieka doświadczającego masowości oraz wstrząsu rytmem, hałasem i efektami świetlnymi uwalnia on niejako od niego samego, sprawiając, że uczestnik festiwalu, poprzez ekstazę zniesienia swoich granic, poddaje się – by tak rzec – pierwotnej władzy wszechświata. Zatem muzyka „trzeźwego upojenia” przez...

Czytaj więcej

„Ave Maria” na ślubie?

Odpowiedź biskupa siedleckiego Zbigniewa Kiernikowskiego na list w sprawie wykonania utworu „Ave Maria” na ślubie Siedlce, 24 sierpnia 2006 r. Szanowna Pani! Otrzymałem od Pani list z dnia 22 sierpnia, przedstawiający sprawę odesłania Pani do Kurii przez Księdza Proboszcza w związku z Pani prośbą o umożliwienie artystycznego, instrumentalnego wykonania utworu Ave Maria i ewentualnie innych utworów podczas liturgii sakramentu małżeństwa. W odpowiedzi chcę wyjaśnić kilka spraw odnoszących się do muzyki w liturgii sakramentu małżeństwa sprawowanego podczas Mszy świętej. Zgodnie z przepisami kościelnymi, które obowiązują wszystkich uczestniczących w liturgii: tak duchownych jak świeckich, muzyka sakralna jest integralną częścią liturgii, a jej celem jest chwała Boża i uświęcenie wiernych (KL 112). Muzyka liturgiczna ma za zadanie służyć zgromadzeniu liturgicznemu w głębszym przeżywaniu prawd wiary, w odkrywaniu jedności pomiędzy członkami tegoż zgromadzenia, a także podkreślać ważność momentu spotkania z Bogiem, nadając liturgii uroczysty charakter. Stąd też w liturgii nie ma miejsca na „występy artystów”, niezależnie od ich przygotowania i fachowości, gdyż liturgia nie jest miejscem występów, ale miejscem spotkania Kościoła z jego Zbawicielem. Proszę mnie dobrze zrozumieć, ale chodzi tutaj o to, że w muzyce liturgicznej jest miejsce na profesjonalizm, i Kościół dąży do tego, aby muzyka ta miała jak najbardziej doskonałą formę, jednak w liturgii nie ma miejsca na koncerty, na popisy artystów, nawet najwyższej klasy, gdyż zaburzają one w istotny sposób porządek liturgii zorientowanej na oddawanie chwały Bogu, a nie na popisy...

Czytaj więcej