Autor: Stowarzyszenie Pro Musica Sacra

6 stycznia 2020
Koncert Noworoczny

Między żłóbkiem a choinką… Jak co roku, na początku stycznia miał miejsce koncert o tematyce bożonarodzeniowej. Tym razem Zespołowi Wokalnemu Agniculi oraz Scholi Dziecięcej Tintinnabula towarzyszyli gitarzyści: Daniel Popiałkiewicz i Paweł Rozmarynowski. Partie solowe zaśpiewały: Marzena Wiencis-Mamrot, Joanna Budkowska, Aleksandra Andrukajtis, Matylda Popiałkiewicz, Anna Porazik, Maria Szul, Gabriela Popiałkiewicz i Weronika Święciochowska. Całość poprowadził Łukasz Popiałkiewicz. Za życzliwe przyjęcie bardzo dziękujemy najlepszej publiczności na świecie! Poniżej fotorelacja autorstwa Piotra...

Czytaj więcej

Taniec jako modlitwa? Dziękuję, poklęczę

Taniec jako modlitwa? Dziękuję, poklęczę Karmelitańskie Centrum Duchowości w Poznaniu zaoferowało poznaniakom „Program tańca, słowa, śpiewu i muzyki, poświęcony św. Teresie od Dzieciątka Jezus”. Pomysł polegał na tym, by w kościele, do akompaniamentu muzyki, m.in. liturgicznej muzyki dawnej, zespół tancerek Teatru Wielkiego odtańczył pewne tańce, mające być ilustracją tekstu. Muzyka – Victoria, Palestrina, Bach, pląsające nadobne panie, piękne widowisko. Dlaczego jednak nie wzięłam w nim udziału (pomimo tego, że moje nazwisko jako wykonawcy zostało wymienione na plakacie)? Właściwie wystarczyłoby zacytować dokument pt. „Taniec w liturgii”, który Kongregacja ds. Sakramentów i Kultu Bożego opublikowała w roku 1975, a który teoretycznie obowiązuje do dziś: „Jeśli propozycja tańca religijnego na Zachodzie rzeczywiście miałaby zostać przyjęta, trzeba byłoby zatroszczyć się, aby jego miejsce znajdowało się poza liturgią, w takich miejscach zgromadzeń, które nie mają ściśle liturgicznego przeznaczenia”. A zatem, miejscem takiego przedstawienia mogłaby być scena teatru, rynek czy ogród przyklasztorny, nie zaś kościół. Natomiast znajdą się, oczywiście tacy którzy takiej postawie zarzucą faryzeizm i sztywne trzymanie się przepisów (nagminnie zresztą współcześnie łamanych, co widać choćby po wpisaiu do wyszukiwarki hasła „wielbienie tańcem” na YouTube). Taniec w kościele, w czasie koncertu poza liturgią to zresztą jeszcze nic wielkiego. Tańce w czasie Mszy Świętej już wkroczyły do Polski i dobrze się mają. Trzydzieści sekund z wyszukiwarką internetową daje nam chociażby takie sprawozdanie: „Taniec podczas dzisiejszej Eucharystii, to było coś czego nie da wyrazić się słowami,...

Czytaj więcej

Taniec w Liturgii

Taniec w Liturgii Temat „tańca liturgicznego” stosunkowo często przewija się w rozmowach, szczególnie wśród młodych ludzi. Pojawiają się różne opinie, różne zdania. Także ja chciałbym włączyć swój głos do tej dyskusji. Najpierw chciałbym zadać pytanie, czym jest dla nas taniec? Jest on czymś przyjemnym, kojarzonym z zabawą. Czy ktoś idący na dyskotekę czy dancing idzie się smucić? Otóż, nie! Taniec pozwala na poprawianie krążenia w organizmie; dzięki intensywnemu ruchowi może przeciwdziałać chorobom układu kostnego. Dzięki tańcowi, tak jak w sporcie, nasz organizm wytwarza adrenalinę i noradrenalinę poprawiające nasze samopoczucie, jak również endorfinę, nazywaną potocznie „hormonem szczęścia”, wydzielanym także gdy się dobrze bawimy, dobrze zjemy czy nawet zakochujemy. Nadmiar endorfiny wprawia nas w stan ekstazy! Ten endorfinowy szał udzielał się także (m.in. dzięki tańcowi) świętym Kościoła. Dla przykładu św. Filip Neri celebrując Mszę św. drżał poruszając ołtarzem, a nawet podskakiwał. Pozostałym uczestnikom liturgii wydawało się, że Święty z trudem powstrzymuje się przed tańcem. Św. Teresa z Avila (zwana Teresą Wielką), nota bene jedna z Doktorów Kościoła, czyli osób mających wielki wpływ na rozwój nauki Kościoła, miała zwyczaj tańczyć przed Najświętszym Sakramentem w rytm wybijany przez siostry na kastanietach i bębenkach. Taniec był również żywo obecny w zwyczajach niektórych diecezji. I tak dla przykładu: w średniowiecznym Auxerre (Francja) odbywały się tańce paschalne wokół labiryntu, w niektórych miejscach panował zwyczaj tańca podczas Mszy Świętej prymicyjnej przez nowo wyświęconego Kapłana. Papież Eugeniusz VI...

Czytaj więcej

„Pobożny” czy „rubrycysta” – który lepszy?

„Pobożny” czy „rubrycysta” – który lepszy? W czasie różnych seminaryjnych dyskusji dość często wraca temat przestrzegania/łamania przepisów liturgicznych. Dyskusje te są zawsze bardzo burzliwie, a tym samym często brakuje jakichkolwiek rzetelnych argumentów. Najczęściej zajmowanym stanowiskiem przez kleryków jest to: „jestem zdecydowanie za przestrzeganiem przepisów, ale…”. I właśnie owo „ale” mnie najbardziej martwi i ciężko mi wytłumaczyć skąd ono w ogóle się bierze. „Ale” zazwyczaj ma dwa oblicza. Pierwsze „ale” to dobro i potrzeby duszpasterskie. Dla dobra duszpasterskiego mogę złamać wszelkie przepisy. Oczywiście dobro i potrzeby duszpasterskie są przeróżne zdaniem wielu duszpasterzy: Wigilia paschalna o godz. 18:00 i jak najkrótsza – dla dobra duszpasterskiego. Jedno czytania na Mszy niedzielnej z udzieleniem sakramentu chrztu – dla dobra duszpasterskiego. II Modlitwa eucharystyczna zawsze i wszędzie – oczywiście wszystko dla dobra wiernych. To tylko trzy przykłady dość często przeze mnie doświadczane z tysiąca tego typu, które spotykamy w naszej codzienności liturgicznej. Ale najgorsze w tym jest to, że wielu kapłanów wmówiło sobie, że a) istnieje prawo pozwalające im dla dobra duszpasterskiego łamać przepisy; b) i że mają władzę nad liturgię, pozwalającą im określać, które przepisy są słuszne, a które szkodzą wiernym. A jak trudno tego typu przekonania wybić komuś z głowy to chyba każdy doskonale wie. Wszystkie liturgiczne dokumenty Kościoła zaczynają się od zdania, że kapłan nie ma najmniejszego prawa zmienić czegokolwiek w liturgii. Mało tego, jeśli coś zmienia to nigdy nie czyni...

Czytaj więcej

Oczyśćmy kościoły z muzycznego kiczu

Oczyśćmy kościoły z muzycznego kiczu Ten, kto wprowadził do kościołów gitary i popularne piosenki, chciał zapewne tanim kosztem zyskać sobie młodych. Było to jednak prostackie i w efekcie obraża inteligencję wiernych – uważa dyrygent Riccardo Muti. Te twarde słowa pod adresem współczesnej muzyki liturgicznej padły z ust jednego z największych autorytetów muzycznych we Włoszech. Riccardo Muti to wybitny dyrygent, były dyrektor La Scali. Dziś kieruje orkiestrą symfoniczną w Chicago. Do zabrania głosu w sprawie postępującej „dekadencji liturgicznej” skłoniła go niedawna wizyta we Włoszech i niedzielna Eucharystia. Swoimi wrażeniami podzielił się w Trieście, gdzie przyznano mu honorowe obywatelstwo miasta. „Muzyka zawdzięcza bardzo dużo Kościołowi – mówił Muti. – Nie myślę tu jedynie o chorale gregoriańskim, który jest wspaniały. To pozytywne oddziaływanie trwa do naszych czasów. Ale naprawdę nie potrafię zrozumieć, co robią te gitarowe piosenki w naszych kościołach. Ta muzyka przecież nas obraża, a tekstów lepiej nie komentować…” – żalił się włoski dyrygent. Zauważył on jednocześnie, że większość włoskich kościołów posiada bardzo dobre organy, które najczęściej milczą. Riccardo Muti zaapelował zarazem, by Kościół nie przekreślał współczesnego człowieka i nie uważał go z góry za muzycznego analfabetę. „Jestem pewien, że gdyby w naszych kościołach mogło zabrzmieć na przykład Ave Verum Mozarta, to nawet ludzie najprostsi, którym obca jest muzyka, poczują się duchowo pobudzeni tym utworem. Niestety, nie da się tego powiedzieć o gitarowych piosenkach” – zaznaczył Muti. Włoski dyrygent zastrzegł, że czym innym...

Czytaj więcej